WTA 500 w Seulu - Świątek wygrała dwa mecze i jest w finale
Iga Świątek (nr 1. drabince) wygrała w sobotę dwa mecze: z Australijką Mayą Joint 6:0, 6:2, a wcześniej z Czeszką Barborą Krejcikovą 6:0, 6:3. W ten sposób Polka awansowała do finału turnieju WTA 500 w Seulu.
Świątek jest o krok od zdobycia 25. tytułu w karierze, a trzeciego w sezonie, po triumfie w wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie i WTA 1000 na twardych w Cincinnati. W niedzielę rywalką aktualnej wiceliderki rankingu WTA będzie Jekaterina Aleksandrowa (nr 2. w rozstawieniu), która po południu wygrała 6:4, 6:2 z Czeszką Kateriną Siniakovą, triumfatorką tegorocznego turnieju WTA 125 T-Mobile Polish Open organizowanego przez Polski Związek Tenisowy.
Joint przed rokiem dotarła na kortach Legii Warszawa do finału, a z perspektywy czasu można śmiało powiedzieć, że tamten wynik był początkiem jej konsekwentnego marszu do TOP 50 rankingu WTA. Zajmuje w nim aktualnie 46. pozycję.
Jednak sobotniego występu w Seulu przeciwko Światek nie będzie miło wspominać, bo należałoby obiektywnie stwierdzić, że po prostu zderzyła się ze ścianą. Druga tenisistka świata grała niemal perfekcyjnie i narzuciła niżej notowanej przeciwniczce niesamowite tempo gry. Zdobyła sześć pierwszych gemów i tym samym seta w ciągu 25 minut
I o tym fragmencie spotkania trudno cokolwiek więcej powiedzieć, poza tym, że była to całkowita dominacja. Druga partia trwała 42 minuty i przyniosła większą walkę ze strony obiecującej Australijki. Otworzyła go utrzymując po raz pierwszy tego dnia swoje podanie, jak się później okazało jedyny.
Świątek odskoczyła w tej odsłonie półfinału na 4:1 i wtedy, dość nieoczekiwanie stanęła w obliczu obrony dwóch break pointów. Przy pierwszym, przy stanie 30-40, okazała się skuteczna, ale potem nie wykorzystała jednej piłki na 5:1. Przegrała trzy ostatnie wymiany w tym gemie.
To był jedyny moment słabości Polki w sobotnie popołudnie. Chwilę później przełamała rywalkę przy drugiej okazji, do 30. Zaraz po tym odskoczyła na 40-0 przy własnym podaniu, a zakończyła pojedynek przy drugim meczbolu, po zaledwie 67 minutach. Było to ich pierwsze spotkanie.
Iga i Maya po raz drugi w sobotę wyszły na kort, ponieważ kilka godzin wcześniej obie musiały rozegrać zaległe pojedynki w 1/4 finału. Rozegranie wszystkich meczów w tej fazie w piątek uniemożliwiły uciążliwe opady deszczu, które całkowicie sparaliżowały plan gier.
Joint zaskakująco łatwo wyeliminowała 6:0, 6:3 turniejową „trójkę” Dunkę Clarę Tauson, a zajęło jej to zaledwie 73 minuty. Natomiast Świątek dokładnie w takim samym stosunku gemów uporała się z Barborą Krejcikovą, w ciągu godziny i 26 min.
Również ćwierćfinał Polka rozpoczęła od solidnej demonstracji siły, bowiem zdobyła pierwsze osiem gemów. W pierwszym secie Czeszka obroniłacztery z siedmiu break pointów, ale ani razu nie udało jej się utrzymać własnego podania.
Za to w drugiej partii Iga, właśnie dzięki przełamaniom serwisu rywalki, obejmowała prowadzenie 2:0 i 3:1, ale w obydwu przypadkach sama natychmiast oddawała swoje podanie. Kluczowy dla losów zwycięstwa okazał się dopiero ósmy gem i zdobyty break bez straty punktu, co pozwoliło jej wyjść a 5:3.
W dziewiątym, jak się później okazało ostatnim w tym spotkaniu, Polka dwukrotnie uchroniła się przez ponownym przełamaniem, zanim zakończyła zwycięsko ten już mecz przy pierwszej wypracowanej okazji.
Teraz w niedzielnym finale Świątek spotka się z 11. w rankingu WTA Jekateriną Aleksandrową, a będzie to ich ósmy pojedynek. Bilans dotychczasowych jest korzystny 5-2 dla Igi, w tym na twardych kortach 3-2, po wrześniowym zwycięstwie polskiej tenisistki w 1/8 finału wielkoszlemowego US Open.
Fot. ITF Sociale